Rozpoczynam rechabilitacje rowerową. Wyjechałem z miasta na wieś w swoje rodzinne strony i nieśmiało zaczynam jeżdzić po 22 dniach spędzonych w szpitalu. Trasy to głównie okoliczne lasy i bezdroża...
Ten dzień nie zapowiadał się tak okazale :) Rankiem okrężną trasą do pracy-tradycyjnie. Ale dokładnie o 15 postanowiłem zjeść coś szybkiego i ruszyć prosto z Obornickiej w dłuższą drogę. Zakupiłem batony i wode i skierowałem się do Szewc, potem od Urazu gdzie opuściłem szose i wjechałem w las. Jeżdziłem sobie po tym lasku nie wiedząc dokładnie gdzie jestem, pokonując różne podjazdy, zjazdy koleiniaste i piaskowe drogi, wystające korzenie i zwisające gałęzie drzew. Przeciełem dwa razy szose aż w końcy jadąc tuż obok torów kolejowych (bardzo fajna traska) dotarłem prawdopodobnie do Obornik Śląskich. Chwilke jecgałem jakimś osiedlem domków jednorodzinnych i znowu skręciłem w las. Po jakimś czasie dojechałem do Morzęcina, później przez las od Wilkowa z tamtąd ulicą do Siemianic potem polami do Kuraszkowa (wszystkie te miejcsowości odwiedzałem poraz pierwszy i nie wiedziałem nawet gdzie jestem :))Z kuraszkowa polną drogą dojechałem do Wilczyna i wtedy złapałem azymut do domu, przez lasy oczywiście do Ozorowic gdzie wróciłem na szose do Szewc i potem Wrocław. Ocztwiście wałowo okrężną drogą na Gajową. Podczas powrotu zdażyła mi się jeszcze awaria: lewy pedał mi się zatarł, z 30 min zajeło mi go odkręcenie i doprowadzenie do użytku... Już zmieżchało jak docierałem do domu. Pare fotek z dzisiaj! Można powiedzieć że Scalicja została przetestowana :)
Wczesnym rankiem na Obornicką do pracy a w południe do domku na obiadek! O 15 wyruszyłem z kolegami z Forum rowerowego na rekreacyjną przejażdżke po lasach między Wrocławiem a Czernicą. Fajnie było, pogadaliśmy sobie i umówiliśmy na przyszłe wspólne jazdy! Kolega Puchatek zmiena dętke obok Dex, Riv i Orzeszek na swoim mega wypas fulu :)
Dzisiejsze dane są raczej ogólnikowe bo nie założyłem jeszcze na nowym biku czasomierza :). Rankiem tradycyjnie do pracy, po południu z powrotem, oczywiście wałami. Scale aż wyrywa się z pod nóg taką ma moc :). Pod wieczór jeszcze troszke pojeździłem przez wyspe Opatowicką gdzieś nad Odre czego dowodem są oto te zdjęcia he he!! Dane czasowe są pewnie zaniżone ale przecież to nie jest aż takie ważne! Pozdrawiam!
Rankiem czułem się fatalnie ,strasznie bolał mnie brzuch chyba jakieś zatrucie pokarmowe... Zdecydowałem się jednak jechać do roboty rowerem. Podczas kręcenia nudności ustały ale w pracy powróciły...Czułem się jakbym na kacu był. Przed fajrantem odpuściły więc zdecydowałem się przejechać część trasy którą mam na niedziele zaplanowaną. To był jak się póżniej okazało wielki błąd! Lasem Osobowickim, Rędzińskim wzdłuż Widawy dotarłem poza granice miasta potem drugim brzegiem Widawy, póżniej Odry do lasku między Urazem a Odrą gdzie po któtkim rekonesansie zawróciłem. I zaczeła się katorga... Bóle i nudności powróciły ze zdwojaoną siła. Już myślałem że nie dam rady wrócić, co kawałek odpoczywałem... Traske skróciłem i pocisnełem przez miasto do domu. Ledwo teraz żyje, wszystko mnie boli. Ale jak dziś była piękna pogoda!!! Ilu spacerowiczów na trasie!!! Aż żal w domu siedzieć, jednak czasami warto zostać w czterech ściamach...
Wczesnymn rankiem do pracy na Obornicką, po robocie około godziny 16 postanowiłem troszke pojeżdzić zanim pojade do domu. Ruszyłem asfaltem w strone Świniar gdzie w sklepiku zakupiłem wode i prowiant na trase i ogień do lasu w okolice Wilczyna!!!! Tam zaliczyłem chyba wszystkie podjazdy i zjazdy, Okolica i pogoda sprzyjała śmiganiu po lesie a jest tam naprawde gdzie!!! Potem szutrami do Mienic, Piotrowiczek i Wysokiego Kościoła a z tamtąd już tylko jeden cel: Las Bukowy w Trzebnicy!!! Mała rundka po lesie (już dawno nie zrzucałem łańcucha na najniższy blat) i spowrotem do Wrocka. Widoki na górkach rewelacyjne, Majestatycznie wznosiła się w oddali Ślęża a za nią na horyzoncie pasmo gór a bliżej miasto. Na pólnocy na niebie zauważyłen niepokojące chmury więc ruszyłem ostro w drogę przez Pierwoszów , Las Malin, Pasikurowice gdzie powróciłem na asfalt. W Krzyżanowicach uzupełniłwm wode i do miasta a potem przez Sołtysowice, koło Korony, na moją trase wałami wzdłuż odry do domciu. Niestety na ul. Armi Krajowej dopadł mnie deszczyk który spadł z owych wcześniej widzianych chmur.Satysfakcja pełna a trasa naprawde świetna i urozmaicona, od safaltu po piaskowe polne drogi, poprzerastane korzeniami leśne ścieżki i poryte koleinami trakty. Niestety kolejny raz samotnie....
Po dziennej przerwie spowodowanej wyjazdem energia rozpierała mnie już od rana. Jednak dzisiaj wypadł dzień badań okresowych więc od 8 rano do 15 spędziłem go w Dolmedzie. Ale po powrocie nie wytrzymałem, spakowałem ciuchy rowerowe i w tramwaj na obornicką bo tam został w sobote Sandry bike. Szybko się przebrałem i ruszyłem w teren.Czasu nie było już zbyt wiele bo to już po 17. Najpierw w stronę Rędzina i tamtejszych lasów aż do mostu kolejowego na Widawie. Następnie droga powrotna wzdłuż Odry aż do Kładki za Zoo a tam zdecydowałem się jeszcze nie jechać do domu a dołożyć troszkę dystansu asfaltem więc pojechałem w strone Trestna ale dojechałem tylko do tablicy oznaczającej koniec Miasta. Na tym odcinku zdaje mi się że mijałem się z liderem naszych statystyk kolegą Cześkiem który jechał w miłym toważystwie płci pięknej (pozdrawiam!!!). No i do domku na Gajową przez park i wiadukt na Armi Krajowej itd...Moc dzisiaj była ze mną! he he!
Z rana okrężną drogą wałami do pracy. W południe na chwilke do sklepu rowerowego zebrać najnowsze wieści odnośnie moich nieszczęsnych kół a z tamtąd już w teren. Na początku jeszcze miastem, wałami do wyspy Opatowickiej a potem już w strone Śiechnic brzegiem Odry, póżniej pokręciłem się leśnymi trasami po okolicy. Zdarzało mi się jechać na przełaj przez las bo akurat się ścieżka skończyła :) Pogoda dopisuje, troszke jeszcze wieje ale już chyba nie tak bardzo jak wcześniej. Przyroda ożywa po zimowym śnie, w oczach robi się zielono aż żal było wracać... Ale jutro też jest dzień!!!