Rozpoczynam rechabilitacje rowerową. Wyjechałem z miasta na wieś w swoje rodzinne strony i nieśmiało zaczynam jeżdzić po 22 dniach spędzonych w szpitalu. Trasy to głównie okoliczne lasy i bezdroża...
To miał być najlepszy pod względem rowerowym dzień w tym roku do tej pory... Pierwszy wypad w Góry w tym sezonie rozpoczeliśmy od załadowania się do pociągu do Wałbrzycha na głównym we Wrocku. Ekipa w składzie: moja wspaniała pani Sandra, kolega Riv, kolega Puchatek i ja. Pociąg oczywiście nie miał specjalnych pomieszczeń na rowery więc jakoś musieliśmy sobie poradzić... Po dotarciu do miasta biedaszybów ruszyliśmy ostro w strone Wielkiej Sowy która była naszym celem. Po drodze odwiedziliśmy też Zamek w Grodnie Podjazd na szczyt nie okazał się zbyt trudny, więc szybko dotarliśmy Postanowiliśmy zjeżdżać szlakiem obok schronisk bo już bidony były puste i trzeba było uzupełnić napoje. To ostatnie zrobione tego dnia zdjęcie przezemnie...Chwile potem jak ruszyliśmy dalej w dół miałem poważny upadek. Zostałem przewieziony karetką do szpitala w Wałbrzychu a potem do kliniki we Wrocku. Doznałem poważnych obrażeń głowy. Obrzęk prawej półkuli mózgu, połamania części twarzowej czaszki w tym zatoki czołowej, nosa i w kilku miejscach żuchwy. Rezultat: 22 dni pobytu w szpitalu i 52 dni płynnej diety. Ale cóż, życie płynie dalej, dzięki wsparciu rodziny i znajomych wracam do zdrowia i zaczełem już ponownie jeżdzić :). Tylko sezon maratoński musze niestey sobie na ten rok odpuścić... Na koniec przestroga!!! Lekarze powiedzieli mi jednż ważną żecz: To prawdopodobnie kask uratował panu życie!!!! Warte zastanowienia....
Po wyserwisowaniu pedałów (a zajeło mi to troszke czasu) wyskoczyłem na szybki wypadzik tylko asfaltem bo już 16 była. Tak więc trasa Wrocław-Oborniki Śląskie-Trzebnica-Wrocław. Silny wiatr nie pozwolił na dużą średnią a w dodatku dość zimno było.