Ten dzień nie zapowiadał się tak okazale :) Rankiem okrężną trasą do pracy-tradycyjnie. Ale dokładnie o 15 postanowiłem zjeść coś szybkiego i ruszyć prosto z Obornickiej w dłuższą drogę. Zakupiłem batony i wode i skierowałem się do Szewc, potem od Urazu gdzie opuściłem szose i wjechałem w las. Jeżdziłem sobie po tym lasku nie wiedząc dokładnie gdzie jestem, pokonując różne podjazdy, zjazdy koleiniaste i piaskowe drogi, wystające korzenie i zwisające gałęzie drzew. Przeciełem dwa razy szose aż w końcy jadąc tuż obok torów kolejowych (bardzo fajna traska) dotarłem prawdopodobnie do Obornik Śląskich. Chwilke jecgałem jakimś osiedlem domków jednorodzinnych i znowu skręciłem w las. Po jakimś czasie dojechałem do Morzęcina, później przez las od Wilkowa z tamtąd ulicą do Siemianic potem polami do Kuraszkowa (wszystkie te miejcsowości odwiedzałem poraz pierwszy i nie wiedziałem nawet gdzie jestem :))Z kuraszkowa polną drogą dojechałem do Wilczyna i wtedy złapałem azymut do domu, przez lasy oczywiście do Ozorowic gdzie wróciłem na szose do Szewc i potem Wrocław. Ocztwiście wałowo okrężną drogą na Gajową. Podczas powrotu zdażyła mi się jeszcze awaria: lewy pedał mi się zatarł, z 30 min zajeło mi go odkręcenie i doprowadzenie do użytku... Już zmieżchało jak docierałem do domu. Pare fotek z dzisiaj! Można powiedzieć że Scalicja została przetestowana :)
Wczesnym rankiem na Obornicką do pracy a w południe do domku na obiadek! O 15 wyruszyłem z kolegami z Forum rowerowego na rekreacyjną przejażdżke po lasach między Wrocławiem a Czernicą. Fajnie było, pogadaliśmy sobie i umówiliśmy na przyszłe wspólne jazdy! Kolega Puchatek zmiena dętke obok Dex, Riv i Orzeszek na swoim mega wypas fulu :)
do pracy wyjątkowo przez miasto (bo wczesna godzina była i czasu mało na nadkładanie kilometrów) potem z Obornickiej na Biskupin do rowerowego odebrać coś i powrót na Reymonta odstawić rowerek na szybki przeglądzik gwarancyjny. Dalej nie mam licznika wszystko orientacyjnie i po ścieżkach rowerowych!
Moja dzienna dawka roweru czyli praca i z powrotem po wałach. A potem z Sandrą na spacerek rowerowy za wyspe Opatowicką i do domku wałami. Sandra! Tu sobie razem siedzimy! Moje dwie pasje :) A to ja sobie jade.
Dzisiejsze dane są raczej ogólnikowe bo nie założyłem jeszcze na nowym biku czasomierza :). Rankiem tradycyjnie do pracy, po południu z powrotem, oczywiście wałami. Scale aż wyrywa się z pod nóg taką ma moc :). Pod wieczór jeszcze troszke pojeździłem przez wyspe Opatowicką gdzieś nad Odre czego dowodem są oto te zdjęcia he he!! Dane czasowe są pewnie zaniżone ale przecież to nie jest aż takie ważne! Pozdrawiam!
Dzisiaj samopoczucie spox!!! Poprawione jeszcze wieczorkiem kiedy odebrałem swoją Laydy in Red!!!! Nareszcie!!! Tradycyjnie dom-praca-dom na około z dala od samochodów no i oczywiście z Reymonta na Gajową już nowym baikem. Dokładnie nie znam danych więc dodaje 8km i 45 min bo przez miasto a licznika jeszcze nie mam na Scale zamomtowanego!
Rankiem czułem się fatalnie ,strasznie bolał mnie brzuch chyba jakieś zatrucie pokarmowe... Zdecydowałem się jednak jechać do roboty rowerem. Podczas kręcenia nudności ustały ale w pracy powróciły...Czułem się jakbym na kacu był. Przed fajrantem odpuściły więc zdecydowałem się przejechać część trasy którą mam na niedziele zaplanowaną. To był jak się póżniej okazało wielki błąd! Lasem Osobowickim, Rędzińskim wzdłuż Widawy dotarłem poza granice miasta potem drugim brzegiem Widawy, póżniej Odry do lasku między Urazem a Odrą gdzie po któtkim rekonesansie zawróciłem. I zaczeła się katorga... Bóle i nudności powróciły ze zdwojaoną siła. Już myślałem że nie dam rady wrócić, co kawałek odpoczywałem... Traske skróciłem i pocisnełem przez miasto do domu. Ledwo teraz żyje, wszystko mnie boli. Ale jak dziś była piękna pogoda!!! Ilu spacerowiczów na trasie!!! Aż żal w domu siedzieć, jednak czasami warto zostać w czterech ściamach...
Tradycyjnie do roboty i z powrotem. Trasa wersja rozszeżona czyli omijam ruch uliczny :) Dzisiaj nie wytrzymał rower dziewczyny, pękła szprycha :D Na szczęście tuż obok mojego bloku bo koło się tak skrzywiło że nie dało sie jechać. Sandra nie była zachwycona, na szczęście moja maszyna jest już w fazie końcowych prac przy składaniu i już jutro albo w poniedziałek przesiadam się na nią!! Sandry rower po złożeniu koła powróci do właścicielki i swojego spokojniejszego życia! :)